GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE

O tym, że macierzyństwo to nie tylko pozytywne uczucia i emocje, wie każda matka. Choć z pewnością nie każda otwarcie o tym mówi. Tymczasem, dzielenie się także tymi mniej pożądanymi zmianami, pozwoli innym mamom zrozumieć, że nie są same, a negatywne emocje, jakich doświadczają, są zupełnie naturalne i wcale nie trzeba się ich wstydzić! Już będąc w ciąży towarzyszyły mi pierwsze emocje – lęki. Czy sobie poradzę? Czy dziecko będzie zdrowe?  Czy będę wiedziała co robić? czy będę dobrą mamą? Gdy zostałam mamą odczuwałam ich cały wachlarz: od emocji przyjemnych, takich jak radość, duma czy miłość, po zdecydowanie nieprzyjemne, takie jak: złość czy gniew. Ciężko było mi zrozumieć i przyznać się, nawet przed samą sobą, że czasem czuję się bezsilna, słaba i mała. Że emocje, które mną targają, tak bardzo odbiegają od wzorca mamy – stonowanej, ciepłej. Telewizyjne reklamy starają się ukazać macierzyństwo jako sielankę – zasypiający spokojnie maluszek, wypoczęta, promienna mama, w tle wysprzątany dom i lśniące podłogi. Tymczasem macierzyństwo, oprócz tych pozytywnych zmian i emocji, przynosi także wiele negatywnych niespodzianek.

Każda choroba dziecka, każdy upadek, każde skaleczenie, każdy niezjedzony posiłek, każda porażka, czy każde rozstanie z ukochaną pociechą przynosi niemiłe uczucia, ból w sercu, strach. Nikt nas nie uczył, jak sobie z tym radzić, jak temu podołać. Nikt nas nie ostrzegł, że będą takie chwile, kiedy tylko łzy ukoją ból i naszą bezsilność. Bywają też dni kiedy Twoje dziecko ćwiczy dosadnie Twoją cierpliwość i opanowanie. Twoje słowa odbijają się echem od ścian a Ty tracisz co raz bardziej cierpliwość do rozmowy i tłumaczenia.

Niemal od początku twierdziłam, że największym wyzwaniem macierzyństwa jest praca nad sobą i radzenie sobie z negatywnymi emocjami. Prawo do odczuwania emocji przyznałam sobie dużo, dużo później – dopiero wówczas, gdy zrozumiałam, że macierzyństwo to nie tylko blaski, a i bardzo realne cienie. A emocje? Zarówno te przyjemne, jak i te miłe nieco mniej, po prostu … są. Dziś już z nimi tak nie walczę, ale nie jestem ich niewolnikiem. Uczę się ciągle samokontroli. Najgorsza jest bezsilność. To ona – córka gniewu i frustracji – jest najczęstszą przyczyną naszej rodzicielskiej niemocy, a w efekcie klapsów, szarpnięć i krzyków. Zastanów się, jakie sytuacje wywołują u ciebie silne emocje, przyjrzyj się im. Może uda ci się ich unikać, przewidzieć i przygotować się do nich? Gdy czuje, że zaraz wybuchnę wycofuje się. Wychodzę z pokoju informując, że jestem zła i zdenerwowana i muszę sie uspokoić, proszę by Oni w tym czasie zrobili to samo. Nie zawsze skutkuje choć Igor jest już na tyle duży, że rozumie powagę sytuacji i nie raz podsłuchałam jak mówił do Leny- Nie rób Lena, bo mamusia jest teraz zła. Ja stojąc z boku głęboko oddycham, liczę w głowie do 100 jak trzeba i powtarzam sobie – „Jak wybuchnę, do ich złych emocji dołożę swoje i będzie jeszcze gorzej”. Dochodzę do wniosku, że macierzyństwo to największy Roller Coster jaki znam.

JEDNEGO CZEGO NIE MOGĘ SOBIE ZARZUCIĆ TO BRAKU BEZGRANICZNEJ MIŁOŚCI DO MOICH DZIECI.

Kocham te moje skarby najbardziej na świecie i mimo, że czasem miewam ochotę trzasnąć drzwiami i nie wrócić, pogryźć ich  i usmażyć to są to chwilowe emocje….tych fajnych, dobrych pełnych uścisków , całusów, uśmiechów, radości i przytulania  jest dużo, dużo więcej. Miłość do dziecka to miłość w czystej postaci. Jest to miłość bezwarunkowa, doświadczenie egzystencjalne. Nie uwypuklam negatywnych stron macierzyństwa ale nie ukrywam, że one są, że nie jedna mama boryka się z nimi każdego dnia. Nie zawsze jest różowo kolorowo , kolorowe jarmarki. Macierzyństwo miewa też „ciemne strony”, to nie tylko same wzloty, ale również upadki. Mimo wszystkich przeciwność, trudnych momentów, rola mamy to najlepsze co spotkało mnie w życiu i nigdy, przenigdy nie zrezygnowałabym z niej.

Jakie jest Wasze doświadczenie z emocjami towarzyszącymi w macierzyństwie. Czy któraś z mam utożsamia się zemną?

GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE DSC_0076GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE GDYBYM MIAŁA JEDNYM SŁOWEM OPISAĆ MACIERZYŃSTWO, UŻYŁABYM SŁOWA -EMOCJE

Nie mogę sobie przypomnieć czy kiedykolwiek pokazłam się Wam na blogu w całości jak teraz. Trudno mi przeglądnąć posty pisane regularnie od 2,5 roku. Nawet jeśli był taki wpis to jeden czy dwa. Wynika to z faktu, że zazwyczaj to ja stoję po stronie fotografa. Skłamałabym gdybym nie napisała, że fakt iż jestem mamą noszącą rozmiar „size plus” nie ma znaczenia..Nie mam niestety figury pięknej Madzi z „Mamine Skarby” którą uwielbiam prywatnie i mieć nigdy nie będę. Sprzyjają mi geny,  duża niedoczynność tarczycy z Hashimoto i ……lenistwo. Jestem niesystematyczna i szybko sie zniechęcam…efekt widzicie na zdjęciach 🙂 To są chyba powody dla których mnie tu mało. Kiedy moja kochana Kinga z Mouse in a House oznajmiła mi, że szyje sukienkę dla mam, pomyślałam – no, kolejne rozmiary na nastolatki będą jak u większość a pisze się, że kolekcja dla „dużych”. Lecz Kinga namawiała mnie, mówiła – weź przymierz..sukienki mają  świetny krój, fantastycznie leżą. Będziesz się w niej źle czuła to mi odeślesz. Mówię dobra!! Ślij kobieto 🙂 Ubrałam….i najchętniej nosiłabym ciągle. Dawno nie miałam w swojej szafie ciucha w którym czułabym sie tak dobrze!!! Na tyle dobrze, by dać sie fotografować swojemu mężowi, który o fotografii nie ma pojęcia i nie umie robić zdjęć „korzystnych ” 🙂 Nareszcie z Lenką nosimy to samo ubranie tzn. nigdzie nie mogłam dostac takiej torebuni jak ma Lenka więc wybrałam ulubioną Gino Rossi 

Kolekcja dla „dużych”  jest pod tym linkiem ——–>>>>>> KLIK <<<<<——-

Sukienka Lenki —>>>>> Klik <<<<<———

Facebook Comments