DSC_1703

 

Słońce za oknem, to będzie dobry dzień.

Odprowadzamy z Leneczką  Kinderka do przedszkola a same obieramy kurs na spacer.

To taki czas tylko dla nas.

Ostatnio Kinderka bardzo potrzebuje mnie i mojej uwagi.

Muszę uważać czy wszystko idzie zgodnie z planem, inaczej budzi się w Niej „pan i władca”.

Dobra, spokojnie, wszystko będzie dobrze.

Idziemy na huśtawki a potem na zjeżdżalnię.

Ciepło dziś.. będzie chciała dużo pić, wezmę jej zdrojka –  zawsze smakuje i nie wybrzydza.

Jeszcze przekąska… nie sucharek nie, ostatnio nie pomógł – wezmą muffina , wczoraj piekłam.

By wyciągnąć Ją z placu zabaw, muszę użyć dobrego argumentu a „jeść” zawsze skutkuje w przeciwnym razie możemy tam siedzieć do wieczora.

Minęła godzina.

Leneczko zaraz pójdziemy do domu, bo musimy obiad ugotować – Niee!

Kochanie chodz , pobawimy się w domu klockami – Niee!!

Prowadzę ten, prawie że monolog 15 min i widzę, że to jeden z tych dni „nie”.

Wyciągam wiec „asa” z rękawa.

Lenka a chcesz coś zjeść? – Taak!!!

Mama ma muffinka, lubisz? – Taak!!

Uf…udało się bez krzyku, płaczu, rzucania się na ziemię i bicia.

Wsiada do wózka i wyciąga rączkę po muffina.

UPS … (tzn. w duchu pomyślałam zupełnie inne słowo, a może nawet pod nosem je wypowiedziałam? już nie pamiętam )

Muffin wypadł jej z rączki w piach.

Nieee!!! daaaj!! daaaj!! to Neny!!!

Lenciku ale muffin jest cały w piachu, nie możesz go już zjeść, popatrz jak brudny.

AAA!!!! AAAA!!! AAAAA!!! AAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

O Boże znowu się wszyscy gapią.

Dać jej tego muffina okraszonego piachem niech je i siedzi cicho, czy nie dać się sterroryzować ?

 

„NIEEEEEEEE”

To wysoko intonowane słowo od jakiegoś czasu, wpisało się  w Lenki zasób słów.

„Nieee” terroryzuje wszystkich domowników od rana do wieczora.

„Nieee” bo nie chce pić z tego kubeczka tylko z tamtego, choć tak naprawdę to sama nie wiem z którego.

„Nieee” bo nie chce tych butów ubierać tylko kalosze mimo, że za oknem 20 stopni i pełne słonce.

„Nieee” pójdzie do domu bo chce chodzić po schodach tam i  z powrotem już 45 raz.

„Nieee” nie będę spała, jadła i ubierała czystej bluzki bo ta od barszczu, jest całkiem okej…

Wiesz co to za zjawisko?? To podobno „bunt dwulatka”.

Ale nie martw się rodzicu, to tylko naturalny etap rozwoju Twojego dziecka.

Nie denerwuj się, że ktoś podmienił Ci Twojego skarba na rogate stworzenie.

 

Moja córka dorasta, uczy się zasad, reguł i respektowania pewnych granic.

Pragnie podkreślić swoją niezależność i pokazać jak bardzo jest samodzielna.

Dlatego w kółko, jak mantrę powtarza słowo „nie”, „ja”, „nie chcę”.

Nie wściekam się na nią, mimo że moja cierpliwość wystawiana jest na wielką próbę.

Nie podnoszę głosu by nie wywołać jeszcze większej histerii.

Czuwam … jestem blisko.

Gdy mnie ogarnia złość, odchodzę 3 kroki liczę do 3 jak trzeba 30 mówię w duszy niecenzuralne słowa, które pomagają mi się rozładować …i wracam.

Przytulam i mówię, że bardzo Ją kocham, że wszystko jest dobrze.

Z doświadczenia wiem, że czasem dziecko wymaga by je zostawić samo, pozwolić się wykrzyczeć czy poleżeć na ziemi w ataku złości.

Nie zwracam wtedy uwagi na takie zachowanie a Lenka czy Igor, któremu się  jeszcze zdążają takie ataki nerwów, wyciszają się sami.

Gdy widzę, ze nerwy opadły pytam – czy już wszystko dobrze? Już się uspokoiłaś/uspokoiłeś ? Chcesz się przytulić?

Zawsze jestem blisko, obserwuje z boku czy nie dzieje się im krzywda bo czasami w ataku szału Lenka bierze co popadnie i chce uderzyć Igora.

To trudny czas, zarówno dla rodziców jak i dzieci.

O ile my dorośli potrafimy sobie radzić z emocjami, o tyle dla dziecka są one zupełnie nowe.

Nie zawsze  niespełna dwulatek umie sobie z nimi radzić, ale mały „pan i władca” w pewnym momencie musi wiedzieć, że jego „władza” ma granice.

Granice te wyznacza mama i tata, którzy musza się uzbroić w żelazną konsekwencje.

Rodzic musi jednak wiedzieć, że złość się w życiu pojawia.

To normalne i potrzebne, że człowiek (dwulatek również) się złości.

Co nie znaczy,że mamy na wszystko pozwalać.

Pewnie,że nic takiego się nie stanie jak dziecko powyciąga garnki z kuchennej szafki ale gdy zaczyna bawić się kablami i prądem, to nasza interwencja jest konieczna.

Gwarantuje Ci, że nie będzie skuteczne słowo  „nie bo nie”  czy proste „niewolno”.

Ja używam słów – „nie zgadzam się ” lub ” nie chce być to robiła/ruszała/dotykała/ ponieważ jest to niebezpieczne/brudne itd.

Staram się mówić jasno o konsekwencjach np. Nie zgadzam się byś biła brata, bo to go boli, nie bije się nikogo bo to nie jest miłe.

Czasem mówię …mówię…. mówię… i za 3 razem skutkuje a czasem sytuacja wymaga zmiany otoczenia lub zainteresowania.

Dziecko potrzebuje rodzicielskiej konsekwencji i jasnych reguł, nawet jeśli je narusza.

Świadomość, że istnieją, pomaga mu odzyskać równowagę.

 

 

 DSC_1716
 DSC_1681
DSC_1670

DSC_1680
DSC_1740
DSC_1686
DSC_1697

DSC_1741

DSC_1679

DSC_1739

DSC_1746

DSC_1742

DSC_1743

DSC_1744

 

OUTFIT KINDERKI

 

sukieneczka – tutaj 

Rajstopy – tutaj

Buciki – tutaj 

Opaska – H&M

 

OUTFIT KINDERKA

 

Bluza – tutaj

Spodnie – tutaj

Buty – tutaj

Facebook Comments