Napisałam wczoraj fajny tekst..naprawdę byłam dumna z siebie.

Skończyłam go, miałam wkleić tylko kilka zdjęć i…

Nie mam pojęcia co się stało ale cały tekst mi się skasował.

W szkicu został tylko tytuł i ani jednego słowa.

Możecie sobie wyobrazić moją minę i fale nerwu , która mnie naszła?

Wyłączyłam komputer i poszłam spać.

Sen nie przychodził na zawołanie ja pomyślałam sobie – i co z tego, że się skasował.

Napisze nowy, który może być tylko lepszy od poprzedniego – prawda? 🙂

 

Blogowanie jest dla mnie odskocznią od macierzyństwa i formą relaxu.

Zapytasz pewnie – To macierzyństwo jest tak ciężkie, że potrzebuje odskoczni?

Bez namysłu odpowiedziałabym Ci, że NIE bo uwielbiam być mamą i jest to dla mnie wielkie wyróżnienie- przeczytaj 

Ale z drugiej strony byłoby to kłamstwo.

Prowadzenie bloga jest czasochłonne. Zdjęcia, ich dopieszczenie, tekst odpowiedni to 2-3 godziny pracy.

Dlatego zwykle moje wpisy powstają dwa dni.

Chyba, że są to wpisy z potrzeby chwili jak ten, gdzie mam pełne usta słów, które muszę wypowiedzieć.

Dzieci są dla mnie najważniejsze.

Ważniejsze od odpowiadania na mail w sprawie najlepszej współpracy jaka mogła mi się trafić.

Ważniejsze od odpowiadania na Wasze wiadomości i maile.

Ważniejsze od czytania moich ulubionych blogów – to zawsze mogę nadrobić nocą poświęcając swój sen.

Dlatego dziękuję  technice za telefony z internetem.

Wolałabym dziękować Samsungowi za nowego S5 … ale miesięczne testy mnie nie interesują.

Dziękuje więc mężowi osobistemu, że kupił mi kiedyś S4 🙂

Staram się jednak nie zapominać w tym wszystkim o sobie.

Wspinam się na wyżyny swoich umiejętności organizacji czasu i energii i że w tym wszystkim

znajduję przestrzeń dla pomalowanych rzęs i codziennego wyznania miłości.

Rano biegusiem z młodzieńcem do przedszkola, jak pogoda dopisuje, to z powrotem wracamy z Leneczką pomalutku, spacerkiem delektując się promieniami słońca.

W domku drugie śniadanko – tost z nutella – a co…. i co z tego, że nie zdrowo?? Chleb tostowy pełnoziarnisty jemy 🙂

Lencik ma chwilę na ulubionego krecika w tv a ja na gotowanie.

o 12 nastaje błogi moment i cisza.

Lencik zasypia a ja mam czas na ciepłą kawę i Fejsika.

O 14 odbieramy młodzieńca z przedszkola, lecimy na obiad a potem na plac zabawa albo na rowery.

Nie mam do pomocy rodziców za ścianą ani nawet 200 km dalej.

Cioci, wujka, kuzynki  ani nawet bliskiej koleżanki też nie posiadam, która by chociaż przez godzinkę zajęła się dziećmi.

Mąż też mnie nie rozpieszcza swoją obecnością pracując po 10h dziennie i prawie każdą sobotę.

Ze wszystkim radzę sobie sama.

Jeśli wszystko idzie zgodnie z planem to jest czas na wszystko i niczego ani nikogo nie zaniedbuje, nawet siebie.

No właśnie… A jeśli nic nie idzie zgodnie z planem???

Bywają takie dni kiedy już poranek staje się koszmarem.

Kiedy Kinderki wstaną lewą nogą i od rana słychać krzyk i płacz, niczym na zawodach, które głośniej i mocniej.

Do przedszkola lecę z wywieszonym jęzorem bo już tak późno.

Na obiad paluszki rybne bo najszybciej się zrobią a o ciepłej kawusi w spokoju mogę zapomnieć, bo to akurat ten dzień, kiedy Lenka spać nie będzie.

Na szczęście w telefonie mam Instagram to chociaż  fotkę obiadu wrzucę 🙂

Z przedszkola dzwonią, że Igi dziś nie w humorze i chce wracać do domu.

O 15 DZWONIE DO MĘŻA ,ŻE JAK NATYCHMIAST NIE WRÓCI DO DOMU TO NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE.

Wraca bo wie, że jak wykonuje do niego taki telefon to jest ostro i żarty się skończyły.

Muszę mieć restet.

Musze wyjść z domu i pobyć sama ze sobą.

Ukoić nerwy i  ciągłe balansowanie od ściskającego w piersi natłoku miłości, po zgrzyt zębów.

Tłumiona frustracja może przyprawić o regularną niestabilność emocjonalną.

Cudem jest macierzyństwo, cudem są moje dzieci ale czasem bywa tak, że mam ochotę zniknąć.

Jestem niczym linoskoczek – ktoś, kto desperacko balansuje we mnie od zawsze.

Czasem prezentuje się dostojnie, prostuje się i pewnie idzie przed siebie, czasami traci koncentrację, wierzga nogami jak clown, próbując złapać pion na rozhuśtanej wiatrem linie.

To nie jest narzekanie, to nawet duma.

Jestem dumna z siebie, że umiem nazwać te emocje i odkryć je na tyle wczas,ze nikomu nie dzieje się krzywda.

Nie mam na myśli krzywdy cielesnej a psychiczną , emocjonalną, nie padają zbędne słowa i krzyki.

Wracam do domu z nową energią i sercem, które nigdy nie przestaje kochać.

Znam już siebie na tyle,że takie chwile działają na mnie jak balsam.

Muszę uciec na chwile, przed siebie.

Wsiąść  na rower i poczuć w nogach taki ból aż do łez, wiatr który rozwiewa mi włosy zasłaniając mi oczy.

Czuje, jak ucieka ze mnie cała zła energia.

Wracam odrodzona.

Tego potrzebuje, gdy bywają takie dni ja ten.

 

ps. To prawda, dzisiejszy wpis jest zdecydowanie lepszy od tego wczorajszego, który się usunął  🙂

 

 

7092_10204841338504089_385915891770719434_n

 

10155420_10204841337784071_120770872411983363_n

10414571_10204841334823997_1982985242140426255_n

10479715_10204841330423887_1534387217402788649_n

 

 

 

 

 

 

 

Facebook Comments