SLOW…PARENTING? Rodzicielstwo bliskości pod lupą.

Świat współczesny narzuca nam zawrotne tempo. Ogrom zajęć, nieustanny pośpiech, fast foody, zdobycze cywilizacyjne ułatwiające skracanie czasu wykonywania różnych czynności. W wir pośpiechu wpadają też młodzi rodzice. Chętnie sięgają po gotowe zbiory zasad dotyczących wychowania, najczęściej z myślą o tym, by jak najlepiej przygotować dziecko do życia w świecie dorosłych.

Attachment parenting, czyli: rodzic – odpowiedzialnym ekspertem

Na szczęście jednak ludzie zaczynają także na nowo odkrywać wartość celebrowania chwil, zauważać, jak wiele tracą, ulegając presji pośpiechu. Pojawiają się koncepcje, których głównymi założeniami są:

– zwolnienie tempa,

– uważność,

– pewnego rodzaju unikatowość.

 Slow life, slow food, slow design… Skupienie się na jakości, przeżywaniu. Powrót do źródeł.

Idee te są bardzo bliskie temu, co proponuje filozofia rodzicielska, nazwana przez jej propagatorów – amerykańskiego pediatrę: Williama Searsa i jego żonę Marthę, pielęgniarkę, rodziców ośmiorga dzieci – rodzicielstwem bliskości (attachment parenting), którą można by określić mianem slow parenting.

Zanim – wraz z rozwojem cywilizacji – na scenę wkroczyli różnego rodzaju doradcy do spraw wychowania, dzieci otoczone były troskliwą opieką najbliższych. Takie podejście jest warte rozważenia – przede wszystkim ze względu na kształtującą się od pierwszych chwil dziecka więź między nim a rodziną:

1. Decyzje podejmujemy, kierując się sercem i intuicją, a nie gotowymi poradnikami.

2. Od momentu narodzin maluszek staje się częścią pewnej wspólnoty, bierze udział w jej życiu.

3. Rodzic uczy się ufać sobie – najlepszemu ekspertowi w kwestii własnego dziecka, które przecież sygnalizuje swoje potrzeby. Potrafimy je odczytywać właśnie dzięki uważności i bliskiemu kontaktowi. Poznajemy siebie nawzajem.

4. Bierzemy na siebie całkowitą odpowiedzialność za wychowanie małego człowieka (nie stosujemy się bowiem do rad, zaleceń autorytetów, specjalistów czy doradców), co w wielu przypadkach stanowi wielką trudność dla młodych rodziców, którzy obawiają się, że podjęte przez nich decyzje mogą okazać się niewłaściwymi.

079902_000_140530_94

Filary rodzicielstwa bliskości

Pewnego rodzaju wskazówką może być opisane w „Księdze Rodzicielstwa Bliskości” Searsów 7 filarów – narzędzi pomagających stosować tę coraz bardziej popularną filozofię:

1. Bądź blisko od porodu;

2. Karm piersią;

3. Noś dziecko przy sobie;

4. Śpij przy dziecku;

5. Słuchaj płaczu swojego dziecka;

6. Pamiętaj o równowadze i wyznaczaniu granic;

7. Strzeż się trenerów („treserów”) dzieci.

Autorzy podkreślają, że nie są to elementy, które musimy – krok po kroku – realizować. Co jest zatem najważniejsze?

Nawiązanie więzi z dzieckiem.Wspólne pokonywanie trudności.Podejście kreatywne: wypracowanie własnych filarów (każde dziecko jest inne; to, co sprawdzi się w przypadku jednego, nie musi być idealne dla wszystkich pozostałych).

Jak nietrudno zauważyć, często zasady te wcielamy w życie instynktownie: opiekujemy się noworodkiem, widząc, jak ważna dla niego i mamy jest bliskość. Uczymy się rozpoznawać, co oznacza jego płacz, rozumieć, co chce nam zakomunikować. Nosząc dziecko w chuście lub nosidle, powoli, naturalnie wprowadzamy je w świat, umożliwiamy także dostrzeganie i akceptowanie granic.

Uwaga: treserzy dzieci! Nie słuchaj ich „dobrych rad”!

Niestety, niełatwo uniknąć osób, które uważają, że „wiedzą lepiej”. I choć często chcą nam pomóc poradzić sobie z tą nową przecież sytuacją, wywołują niepotrzebny niepokój. Mylą rodzicielstwo bliskości z wychowaniem bezstresowym. Proponują rozwiązania, które nie służą ani dziecku, ani rodzicom.

Wśród najczęściej pojawiających się „dobrych rad” są m. in.:

bezwzględne decyzje o umieszczeniu maluszka na noc w innym pomieszczeniu („bo musi uczyć się samodzielności”, „bo później nie będzie chciał spać sam”),niereagowanie na jego płacz („żeby nie wyrósł na mazgaja”), czekanie, aż sam się uspokoi i zaśnie;zakończenie karmienia piersią, gdy skończy 6 miesięcy („bo trzeba być zdecydowaną i konsekwentną”).

Rodzicielstwo bliskości to podejście skrajnie odmienne od takiej „tresury”. Bardzo ważne jest to, by pamiętać, że opiera się ono na uwzględnianiu zdrowych potrzeb każdego członka rodziny, budowaniu relacji sprzyjających rozwojowi.

079339_609_130712_03

Next to me, bo wspólne spanie to dobre rozwiązanie!

Podejmując np. decyzję dotyczącą spania dziecka z rodzicami, musimy rozważyć różne okoliczności i możliwości, przedyskutować je. Uwzględniając wszystkie „za” i „przeciw”, możemy np. zdecydować się na rozwiązanie, ku któremu skłania się wielu rodziców – dostawienie do ich łóżka specjalnego łóżeczka dostawnego Next2Me, które mocuje się za pomocą zapewniających stabilność połączenia pasów. Regulowana wysokość, zwijana ścianka – tak, by dziecko mogło być jak najbliżej, czuć się bezpiecznie. W razie potrzeby, by ułatwić maleństwu oddychanie, można ustawić je w niewielkim nachyleniu.

Dodatkowe korzyści:

Rodzice nie muszą bać się, że przez sen zrobią maluszkowi krzywdę, mogą być pewni, że materac ma odpowiednią dla mięśni i postawy twardość i sprężystość.Karmienie nie wymaga wybudzania mamy i dziecka (które śpi znacznie spokojniej)  co działoby się, gdyby łóżeczko stało daleko. Dzięki temu noce mogą być znacznie spokojniejsze, a wszyscy – wyspani.

079339_609_130712_01

Różne sposoby karmienia – budowanie bliskości

Wiele emocji budzi także temat – najlepszego dla dziecka – karmienia piersią. Wielu „znawców” doradza młodym mamom w kwestii częstotliwości karmienia, rzekomo „słabego” pokarmu, czego efektem jest przede wszystkim niepotrzebny niepokój. Także i w tym przypadku warto zaufać intuicji i… maluszkowi, który sam najlepiej będzie wiedział, kiedy jest najedzony, a także pozwolić na naturalne zakończenie procesu karmienia, bez wyznaczania konkretnego momentu.

Mleko mamy jest najlepsze dla dziecka, zwłaszcza w pierwszych miesiącach jego życia – to fakt niezaprzeczalny, a naturalne karmienie sprzyja budowaniu i pogłębianiu więzi między nią a dzieckiem, bliskości tak cennej dla obojga.

Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Kobiety, które z różnych względów (np. zażywanie leków, które mogłyby zaszkodzić dziecku, lub fakt, że są matkami adopcyjnymi) nie mogą karmić piersią, nie muszą na szczęście obawiać się, że nie uda im się stworzyć dobrych relacji z malcem.

Dlaczego?

Mają możliwość skorzystania z pozostałych sześciu narzędzi – filarów bliskości.Mogą wybrać inne rozwiązanie – tzw. bottle nursing, czyli karmienie butelką w takiej samej pozycji, w jakiej karmi się dziecko piersią.Niezwykle pomocna może być specjalna butelka z linii NaturalFeeling, przygotowana z myślą o najmłodszych.

Jej cechą szczególną jest smoczek:

– wykonany z miękkiego silikonu,

– ukośny, zaokrąglony, o unikalnym kształcie (najbardziej, jak to możliwe, zbliżonym do kształtu kobiecej piersi),

– w trzech rozmiarach, dopasowany do wieku i stylu ssania oraz przełykania,

– wypełniający się w całości mlekiem, co zapobiega połykaniu powietrza, a – co za tym idzie – kolkom.

Empatycznie i z miłością – rola równowagi w rodzicielstwie bliskości

Częstym błędem, jaki popełniają rodzice, troszcząc się o nowego członka rodziny, absorbującego i całkowicie od nas zależnego malca, jest zapominanie o zachowaniu równowagi. Odsuwanie swoich potrzeb na dalszy plan. Zgodnie z ideą rodzicielstwa bliskości, powinniśmy umieć zadbać także i o nie. Szacunek, miłość i empatia to elementy pozwalające na budowanie zdrowych relacji.

Mama nie musi – wbrew obiegowej opinii na temat tej koncepcji – być cały czas z dzieckiem. Według Searsów istotną rolę w wychowaniu odgrywa zaangażowany tata, który może kierować się filarami bliskości. Jeśli tak zdecydują rodzice, w wychowanie malca można włączyć opiekunkę lub dziadków, którym bliskie są założenia attachment parenting. Dziecko musi czuć się bezpieczne i kochane. Wtedy bowiem będzie gotowe na wyzwania, które postawi przed nim świat.

 

 

 

 

 

Facebook Comments